Praca mnie pochłania, pochłania mnie myślenie... Jakoś dziwnie jest,chyba hormony szaleją... Bo teraz to ja już sama nie wiem czego chce, a wszytsko wokół mi tej wiedzy jakoś nie ułatwia, nie ułatwia mi poznania... Bo zamiast skupić się na sobie myślę o tym czemu jest jak jest,co się zepsuło i przez kogo, czy to moja wina, czy ich... Straciłam wszelkie nadzieje na "lepiej"... Ale i nie będe się poddawać i mówić "whatever", bo jeszcze może być gorzej, a tego na pewno nie chce. Boli że ludzie, którzy powinny wpierać w smutkach ale i w radościach nagle zachowują się jakby moja radość była dla nich ciężarem. I nagle ten strach, czy przez to ta radość nie stanie się ciężarem dla mnie... Wogóle jakoś dziwnie, obco, jakby wśród nieznajomych. Przykre, bo nie wiem czemu tak jest... i czemu nikt nie powie jeśli coś robię źle... Póki co to mam wrażenie jakby tym "źle" było że uśmiecham się 24h/dobę i że wreszcie jestem szczęśliwa... I smutne, że nagle człowiek staje przed jakimś chorym, i z góry przesądzonym wyborem...

Wszystko wydawało się takie piękne, a teraz tylko żal patrzeć jak się sypie...




Komentarze:
21.08.2006 :: 23:22 :: 83.5.38.57

Łukasz

Mocne ale prawdziwe...i tyle
Ownlog.com :: Wróć