zawsze jak zapominam o Bogu wiążę supełki...


ślad w sercu
[Księga gości]



www.cadevra.ownlog.com


moje chwile:
2007
maj
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
pażdziernik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



"Some call it faith, some call it love Some call it guidance from above You are the reason we found ours So thank you stars "/Katie Melua/


"Jeśli będę taka
Jakiej nie rozumiesz
O jedno Cię proszę
Kochaj mnie jak umiesz

inne blogi:
Agata
Grzesiu
Jadziowa
Asiowa
Łukaszek
Piękny
Buch
Nejmless
Cadevra




- - - - - - - - - - - - - - - - -

Foto From OnePhoto.Net
Powered By ownlog.coml



Link :: 01.07.2005 :: 18:34
Książki...
1. Złap najbliższą książkę.
2. Otwórz ją na 123 stronie.
3. Znajdź piąte zdanie.
4. Opublikuj je w moich komentarzach i na swoim blogu razem z tą instrukcją.
5. Nie szukaj najfajniejszej książki, jaką można znaleźć. Użyj tej, która faktycznie leży najbliżej Ciebie.

"...Swenson napełnił kieliszek winem-Jak dużo wypiła juz Magda?Czy przyszła tu w celach samobójczych?Serca wszystkich krwawiły na myśl o niej...-nawet serce Jamiego, który był bez serca..."/Francine Prose "Błękitny Anioł"/
I co ty na to?: (5)


Link :: 02.07.2005 :: 12:25
"...całą noc moje serce szuka miejsca gdzie muzyka wciąż gra..."
...ktoś mi kiedys powiedział że tam gdzie gra muzyka tam są dobrzy ludzie i kazał zawsze iść tam gdzie ona gra...od tego dnia robie tak zawsze...2 razy platałam się po mieście, nie miałam co ze soba począć...usłyszałam muzyke...poszłam za jej "głosem"...i udało się...juz nie było nudno i już miałam co ze soba zrobić...i spotkałam mnóstwo "dobrych" ludzi...
...czasem warto słuchać rad...zwłaszcza tych dobrych...
I co ty na to?: (9)


Link :: 05.07.2005 :: 19:21
Analiza psycho-patologiczna rutynowego zderzenia skrajnych sprzeczności, czyli co może wyniiknąć ze spotkania AA z FA...(przywrócone na życzenie M.Ż.):

Gdy spotyka się klasyczny absolwent Asnyka z Filologia Angielską pewne jest tylko jdno...oj bedzie sie działo...
Kto chce normalnym i zdrowym pozostac niech ucieka..:)Bo w momencie zderzenia powyższych podmiotów zaczyna sie sypać wszystko. Po pierwsze wyłącza sie myslenie racjonalne---panować musi zasada
MYŚL--->MÓW-->RÓB
Po drugie dochodzi do nagłych ataków kleptomanaiakalnych---co chwile coś ginie, a zwłaszcza wątek...A po trzecie grozi makabrycznie skrajne rozsmianie oraz..hm...alkoholizm(na trzeźwo się nie da...)
Ale wszystko co nadmienione powyżej nie zdarza się tylko przy potkaniu AA i AF...wystarczy troche cywilizowanych ludzi...i rezultat jest ten sam...

Dziekuję...

I co ty na to?: (1)


Link :: 09.07.2005 :: 15:39
The better part of my life is my dream...
and the best side of it is my illusion...
/XXX/

I co ty na to?: (0)


Link :: 12.07.2005 :: 16:16
12 lipca...10:30 rano...Katowice:
...tłumy młodych ambitnych i zestresowanych ludzi koczujacych po wydziałem pedagogiki i psychologii Uniwersytetu Śląskiego w ...a wśród nich ja...błędnie zapatrzona w niebo...które nawet nad Katowicami wygladało dzis bardzo niebiesko..ja...która niecałe 30 min temu przekreśliłam swoje marzenia...to w co wierzyłam po cichu, że może się udać stało się jeszcze bardziej niedostępne niż tego samego dnia przed 8 rano...

...weszłam na sale nr 8...bo tam mnie skierowali...bez nerwów...zbędynych emocji, bo i po co? "przecież jakoś to bedzie"---myślałam...nawet jak zobaczyłam gigantyczny, kilkunasto stronicowy arkusz egzaminacyjny dalej sobie powtarzałam powyższe...czytając pierwszy tekst tę...ale jak zobaczyłam pierwsze pytanie do niego pomyślałam "kurwa!przeciez wszystkie odpowiedzi sa poprawne!"no i w tym momencie stało sie dla mnie pewne, że psycholożką nie będe...

...a juz powoli Katowice zaczynały być "moje"...mimo swojej całej obskurności, czuje się tam dobrze...mogę nawet powiedzieć, że to miasto zaczyna mnie inspirować, zaczęłam odkrywać wiele nowych rzeczy...dostrzegam, że ludzie są mili(wbrew stereotypom)nawet spotkałam staruszkę ubrana na czewrono, która wymachiwała czerwonym parasolem i śpiewała...to byłao takie fajne, prawie jak tu w Moim Bielsku, jak w domu...ale teraz to juz nie ważne...Katowice nie są mi pisane...Zostaje!
I co ty na to?: (4)


Link :: 14.07.2005 :: 11:45
mam szczęście!
krzyczą dzieci
chwytając piłkę
z nurtów wody

a ono - na niebie świeci
roześmaine złotem - młode

wyciagnij rękę - zamknij
płonacy krążek w pięści
i głośno - głośno krzyknij
- mam szczęście -
/Halina POświatowska/
I co ty na to?: (7)


Link :: 15.07.2005 :: 09:42
Nadzieja ma smak lukrecji, jest niby zielona i pachnie jak odchody biedronki!Szczególnie ta prawie zawiedziona nadzieja...Poczułam ją jak czytałam listę "przyjęci an I rok studiów ATH na filologię polską", bo mnie tam nie było...hm..zajebiste pocieszenie, ze jestem na rezerwowej...Chyba byłam zbyt pewna tego że mi się uda!
Ale to chyba jakiś pech---nie dostał się nikt z ludzi których znam, którym zależało bardziej niz mi!Coś mi się zdaje, że słynna Akademia Tańca i Humoru zaczyna MIEĆ POZIOM!
EEEE...to taki szczegół...
W sumie to ja sobie poradze...tylko, że mi mama głowę suszy, żebym szukała czegoś innego...Tylko pytanie czego??
Trza na poozytywy patrzeć...zawsze chciałam byc sprzataczką w KFC..:))Może moje marzenie się spełni...:P
I co ty na to?: (11)


Link :: 18.07.2005 :: 10:58
„ Gdzieś na skraju świata, z dala od cywilizacji...”, czyli Międzyrzecze 15-17.07.2005:

...oddalenie od zgiełku i szumu, od pisku opon i krzyku sąsiadów, od problemów, prawie tak jakbym tylko cisza i ja...
...kto by pomyślał, że taki fan krzyku, chaosu i hałasu zafascynuję się miejscem prawie „na samym końcu świata”; pełnym „zwierzątek” i robaczków; że przywyknę nawet do piejących co godzinę kogutów (ha...najnowsze odkrycie..:))
Jakoś tak na te 3 dni udało mi się zapomnieć o całym świecie, o wszystkim co ziemskie i zwyczajne...I nawet największy problem (np. kolejna lista przyjętych na studia bez mojego nazwiska...) wydawał się być banałem...do przejścia...olany system.. :P(słoikiem w ścianę...a nawet dwoma i po sprawie...nie było tematu...:))Ba...nawet jakaś tam Panienka nie dała rady zepsuć mojego humoru...(magiczny pokój i...trzeci słoik..):P
Dla NIE-wtajemniczonych: byłam w Międzyrzeczu na imprezie od piątku do niedzieli...Była impreza, a nawet 2..było piwo i wino z Duuuużej Butli(…ciągnij mała...ciągnij) i duszonki... (tzn. ...zduszonki..), i wbrew pozorom było dużo snu w niekoniecznie-ekstremalnych warunkach...i herbatka do łóżeczka była (gorzka..ble...), i pająki nad głową(no cóż---tez Boskie stworzenia...), i bitwa z połączonymi-wiecznie-kopulującymi robaczkami na dezodoranty...(hmm…ciekawe czy one miały swoją broń..), i kotki-nietoperki były, i piesek (fajny bo za płotem), i krówki, i ranny jeleń, i mumia-prawie-jak-Tuttenahamona
(WYJAŚNIENIE:
"K: Nudno...Ej..K2, zwiążmy Ziomka bandażami...
K2: Aham..aham...(z niepohamowanym entuzjazmem...i zapałem...)
Z: Kurwa!
K: A może ją jeszcze podpalimy i sprawdzimy jak szybko biega...heh...skacze..?
K2: Aham..aham..(j.w)
Z: POMOCY!
...cisza...
K: Albo nie...przywiążmy ja do krzesła, wtedy ją podpalimy i uciekniemy...
K2: Aham…aham…(z powyższym entuzjazmem + błyskiem w okach...obu okach..)
Z: Pomocy!!!!!!!!
…buahahaha....cisza…
G: Ej...co tu się dzieje??
K: Robimy mumię...
G: Aha…ok.!
Z: POMOCY!!!Kurwa!
…cisza…
K: Hehe...gotowe...dajcie aparat...
Z: KURWA! MAMO!!!!
…buahahaha…
K: Chodźcie na pole, bo tu ciepło...Na razie Ziomek...
K2: Aham…aham..."

Było jeszcze picie ADIDAS’a (tym razem FOR MEN)...
A potem...”Labadidabadadajdaj...wesoło jest...” i „...clouds all of my face...” no i wreszcie o 5:09 tzw. ny ny...tzn. wyrko, kołderka, podusia i spanko z S. (z którą spałam tylko ja...i uff...;P)
A rano...szacowanie strat i zniszczeń oraz uszkodzeń fizycznych, ran... ( bo psychicznych i tak by się nie dało doliczyć..:P)
Ale ogólnie miło...bardzo miło...a nawet bardziej niż miło...hm...plany, wspomnienia, zdjęcia, rozmowy, Scrablle, „Kurwa! To wyło całą noc??!!” i „Shit! Tu leży facet...Kurwa! Tu leży K3...”
Twórczo, kreatywnie i ciekawie...i miło...

Jeszcze raz dzięki Grzesiu...dzięki Madzia...

P.S.: LARWOTERAPIA podobno bywa niebezpieczna dla zdrowia, bo nie znane sa jeszcze skutki uboczne...(for Q)
P.S.2: Taaaa...taaaa...aham...
P.S.3: Ko…ko…ko…kocham cię...;P
P.S.4: I tak jestem fajna...:*

…a i na zdjęcia czekam…mimo wszystko…te z Koziej G. też...:

I co ty na to?: (19)


Link :: 22.07.2005 :: 12:31
"Możliwe że warto świat zmienić na lepsze..."
...chociaz mi zaczyna zmieniac się sam...Czeka mnie dzień sprawdzenia samej siebie, dzień sprawdzenia mojej odporności psychicznej na...stres, zbyt duże emocje...dzień sprawdzenia mojego dystansu do wszystkiego wokół!
Po prostu nie wierze w to, że juz za 2 dni, w niedziele, może sie spełnić moje największe marzenie, ot tak po prostu! Została dana mi szansa od losu?od świata?...i teraz wszystko zależy ode mnie jak ją wykorzystam...czy dam radę!?
Pewnie nic z tego nie wyjdzie...bo juz za bardzo sie cieszę i za bardzo chce..., ale zawsze warto mieć chociażby cień nadzieji...
Nie powiem o co chodzi----nie chce zapeszać (chociaż mam ochotę o tym krzyczeć pod niebiosa)...,ale prosze-trzymajcie za mnie kciuki i módlcie się o siłe dla mnie...PROSZE!
I co ty na to?: (7)


Link :: 23.07.2005 :: 10:55
No i fajnie...:(Znowu to moja wina, znowu wszystko przeze mnie. Nie dość że terroryzm, pedofilia i globalne ocieplenie to jeszcze ich kłótnia?sprzeczka?...całe to głupie nieporozumienie...Ja naprawde chciałam dobrze...tylko, że mi znowu nie wyszło...Głupia przekora!
Tak bardzo chgciałabym stać obok, ale jest juz za późno...za bardzo to wszsytko stało się też moja sprawą, za późno by po prostu obrócić głowę i udawać, że się nic nie dzieje. Za bardzo lubię tych ludzi...za bardzo...
Boli mnie głowa....
Przepraszam...
Żdanych pytań...żadnych wyjaśnień...
Przepraszam...
I co ty na to?: (3)


Link :: 24.07.2005 :: 17:21
...skończył się mój limit boski na szczęście...nic mi nie wychodzi...a do tego nie wychodzi mi tylko to na czy mi zależy...
...ta okazja na spełnienie marzenia nawet nie miała miejsca...bo ktoś tam gdzieś tam pojechał..., wszystko czego sie tykam sie sypie...zamknijcie mnie gdzies to może przestane przynosić ludziom i sobie samej pecha...
...ja wcale nie narzekam i nie lamentuje...i wcale nie mam doła...
...ale jak tak dalej pójdzie to na Woodstock tez nie dojade, bo np. pociąg sie wykolei...albo, co tez bardzo możliwe, na miejscu jakiś walnięty terrorysta wysadzi się w Toi Toi'u obok mnie...
hmmm...
I co ty na to?: (4)


Link :: 25.07.2005 :: 11:06
Ja nie wiem co to za siła jest w tych wsiach (czyt.bardzo malutkich miejscowościach), ale jest w nich coś takiego, że aż się wracać chce. Tym razem, że tak powiem zaliczyłąm Bronów, wsinką nie-aż-tak-odległą-od Międzyrzecza. Owce, krówki, PKS raz na godzinę...no i znowu ja. Tym razem obyło się bez mumifikowania i bez róznych dziwności...Spokojnie, delikatnie i...po śląsku!
Bawiłam sie w ochroniarza, za co zapłata było orzeźwiajace piwko...Później udawałam Gruppies zespołu NDC (1. Nie dotyczy chodnika, 2.Nie dupczyc chłopców, 3. Nie dotykać cycek). Rozmawiałam z "Wojewódzkim" i "Maleńczukiem"...
Ale głównym i jedynym celem "wyjazdu" na Bronów było spacyfikowanie ojca koleżanki i namówienie go na Woodstock (tzn. żeby pozwolił U. jechać...)Sprawa była ciężka, ale udało się...Tylko, że nigdy w życiu aż tak bardzo nie musiałąm lać wody...Bo jakby co to ja jestem poważna i rozsądna, nie pije...a i G. tez jest rozsądny, spokojny, poważny a nawet i rozważny...i tez nie pije...:P.Ale cel uświęca środki...i moge uznać misję za prawie wypełnioną...Pozostało tylko czekać...
U. stwierdziła, że spodobałąm sie jej tacie i, że "nie mam nasrane w głowie tak jak jej pozostałe koleżanki"...:P

Oj...jakby mnnie jej tatuś poznał lepiej chyba zmienił by zdanie...
I co ty na to?: (0)


Link :: 26.07.2005 :: 14:33
...no i jestem studentką...ha ha...kuźwa-udało się!
...filologia polska medialna nie jest może szczytem moich marzeń...no ale lepsze to niż praca w KFC...
...a psychologia i tak czeka---za rok spróbuje znów...:)
I co ty na to?: (3)


Link :: 27.07.2005 :: 09:22
Miałam dziwny sen...taki nietypowy i aż za bardzo realny...coś w rodzaju koszmaru, ale bardziej na zasadzie thrillera psychologicznego niz horroru!Śniłam, że jest wojna...tylko nie wiem jaka; kto z kim, ani dlaczego...Była to jakaś okupacja bo wszędzie plątało sie pełno umundurowanych facetów, chyba Niemców. Przed jej wybuchem mieszkałam na plebani jakiegoś kościoła i nawet nie wiedziałam,że coś jest nie tak...Należałam chyba do jakiegos rodzaju szlachty, bo miałam taką ładna sukienkę...I nagle po ogrodzie zaczeli sie plątać ci sami faceci w mundurach, zaczeli mnie gonić, ale im uciekłam. Potem nagle znalazłam się w pociągu do Katowic...tylko, że z Poznania do Katowic. Jechałam sama w przedziale i chowałam się za każdym razem jak słyszałam czyjeś kroki...Przed Katowicami zauważyłam za oknem coś w rodzaju obozu koncentracyjnego z którego nagle wytoczyły się tłumy więźniów. Weszli do pociągu, rozsypali się po przedziałach i prosili każdego napotkanego o litość...Ja odwróciłam głowę, jakby mnie to wogóle nie obchodziło...że oni umierają, głodują...jakbym martwiła się tylko o siebie!W samych Katowicach do pociągu wsiedli żołnierze i zaczeli strzelać do tych więźniów i do ludzi, którzy im pomagali. Ja schowana gdzies w jakims kącie patrzyłam na to bez skrupułów...Konduktor nagle oznajmił, że czas wysiadać...Przy drzwiach spotkałam 3 koleżanki z mojej byłej klasy (i to takie z którymi w rzeczywistości mój kontakt był minimalny), szły pod ręke z więźniami z tamtego obozu. Zapytały mnie ilu ludzi ja transportuje (komu pomagam)...Zaczęłam kłamać, że już zabrakło więźniów i takie tam...Popatrzyły na mnie z taka poogardą, że az mi się głupio zrobiło...Chwilę później byłam juz w autobusie do domu, chyba do Bielska. Całą drogę jechałam obok jakiegos żołnierza z karabinem skierowanym w moją głowę...Czułam ogromny strach i czułam go naprawdę...Byłam już prawie na moim osiedlu, szczęśliwa, że juz wkrótce wejde do domu i nie będe musiała bać sie niczego. Starałam się nie zwaracać na siebie niczyjej uwagi. Gdy doszłam juz na miejsce okazało się , że moje osiedle nie istnieje, a tym samym nie ma mojego domu...że zostałam sama jak palec, bez dachu nad głową...prawie jak ci więźniowie którym nie chciałam pomóc...Obudziłam się zlana potem i łzami, z uczuciem strachu, przerażenia, pustki...

To pierwszy sen który zapamiętałam tak dokładnie...Niestety nie znam się na interpretowaniu snów, ale ten był nprawdę niezwykły, zupełnie jak dzień z życia osoby, która przeżyła to wszystko, taki sen-wspomnienie...
Boję się...
I co ty na to?: (5)


Link :: 28.07.2005 :: 12:11
Nie potępiam ludzi, którzy kradną chleb...
I co ty na to?: (7)