|
ślad w sercu [Księga gości] >
Jakiej nie rozumiesz O jedno Cię proszę Kochaj mnie jak umiesz Agata Grzesiu Jadziowa Asiowa Łukaszek Piękny Buch Nejmless Cadevra - - - - - - - - - - - - - - - - - Foto From OnePhoto.Net Powered By ownlog.coml |
![]() Link :: 03.12.2005 :: 15:30 Było mi dobrze, przez jakiś czas Mogłam zacząć się znowu uśmiechać Później zobaczyłam ciebie Chwyciłeś mocno moją dłoń Niekłamana sympatia w twoim głosie oraz potok dobrych życzeń w beztroskiej niewiedzy, że ja Płakałam za twoją miłością. Po naszym pożegnaniu, zostałam z tym bólem sama. Sama i płacząca płacząca. To tak trudne do pojęcia ale dotyk twojej dłoni to rzeka moich łez. Myślałam, ze to już skończone. Ale to prawda, prawdą jest, że kocham cię nawet mocniej aniżeli wcześniej. Powiedz mi, co uczynić. Już mnie nie chcesz A ja będę tę miłość opłakiwać bez końca. Twe uczucie zagarnęło moje serce dla siebie, Będę płakać płakać, za tą miłością. /piosenka z "Mulholland Drive" Davida Lyncha-"Llorando"/ I co ty na to?: (4) Link :: 06.12.2005 :: 13:38 Opowiem wam bajkę... Jest to historyjka o nim i o niej, i o miłości...,i o szczęściu... On...ideał, chodzący po ziemi Anioł zesłany z nieba, aby uszczęśliwić tę jedną jedyną, i na zawsze... Wiecznie z głową w chmurach. Marzyciel. Romantyk. Ślepo zapatrzony w każdy (nawet zachmurzony) zachód słońca, zasłuchany w poezję Stachury. I chociaż życie zawsze „dawało mu w twarz” szedł odważne przed siebie, nie poddawał się. Zawsze był sam, nie przeszkadzało mu to, bo nie zależało mu na tym, aby być tolerowanym, nie ważne było czy go inni lubią czy nie... Wciąż miał nadzieję, że za następnym zakrętem swoje drogi będzie jego obiecany raj, że na rozdrożu stoi jego wymarzona Anielica... Ona... niby zwyczajna, ale jednak było w niej coś co ją odróżniało od innych, „zwyczajnych” ludzi. Zawsze radosna, uśmiechnięta, jakby jej życie było pasmem szczęścia, pełna ciepła i wewnętrznej siły... Bo jej życie rzeczywiście było pełne szczęścia: miała przyjaciół na których mogła zawsze liczyć, miała kochającą rodzinę, zawsze spełniała swoje marzenia i realizowała plany... Czego chcieć więcej? A jednak czegoś brakowało w jej życiu... Do pełni szczęścia potrzebny jej był ten jeden jedyny człowiek... Bo już miała dość „bycia dla wszystkich ale dla nikogo”. Brakowało jej osoby z którą mogłaby się podzielić całym swoim szczęściem, ciepłem, której by mogła opowiedzieć wszystkie swoje smutki... Ona nie szukała tej miłości...ona na nią cierpliwie czekała... I przyszedł ten dzień... najszczęśliwszy dzień w losach świata, w życiu i jej i jego... Tego dnia wszystko było tak jak zwykle, tylko czas jakoś tak wolniej płynął, i słońce mocniej świeciło (mimo później jesieni...), i ptaki głośniej śpiewały... I przyszła ta chwila, kiedy ich serca mocniej zabiły... I jego zielone oczy utonęły w jej niebiańskim błękicie... I gdy usłyszał jej głos poczuł jakby stado motyli zatrzepotało mu w brzuchu skrzydłami... A gdy ona zobaczyła jego uśmiech miała wrażenie że nagle stanął w miejscu świat... I tak było-ta chwila trwała całą wieczność...i było tylko ich... Bajka ta nie ma zakończenia... bo zakończenie dopisze los... I tym razem będzie miał pełne pole do popisu... Żeby się tylko się okazało, że to jest sen... iluzja... imaginacja... bo wtedy to ją zaboli... i w jego sercu też zostanie pustka... I co ty na to?: (3) Link :: 07.12.2005 :: 14:39 Filmy ze studniówek i innych imprez tego typu powinny być zakazane...TEGO SIĘ DZIECIOM NIE ROBI!!! Od mojej studniówki minął niecały rok, a ja sikam po nogach ze śmiechu...a co dopiero będzie za 10 lat??? No ale fakt: jak się "pojeb##ą" szkołę ma to i studniówka "pojeb##a" być moosi...:P Spokój i cisza na planie...wszyscy się bawią, tańczą, uśmiechają...nagle...MYK...i leci Ziomek...ooo i znów, i jeszcze raz...i tak ze sto razy przez cały film(ik):| Później scena "przed polonezem" i słynne wywody "inteligencji asnykowskiej": *Adaś P. do kamery: "Normalnie cię skopie po jajach jak to komuś kiedykolwiek pokażesz...", by po chwili skierować do mnie: "No powiedz coś koledze",a ja (o zgrozo!!!): "SIUSIU MI SIĘ CHCE!"! *i wywód Magdaleny K.(jeszcze w pionie:P) o tunelu i szalach... * i znów parę razy "puszczony w obieg" Ziomek... Hmmm...jednak żaden z momentów na CD nie przebije toastu..."Ziomek-ty idź z kwiatami, coś jej powiesz, wymyślisz coś..." No i poszłam "dziękować dziękować" miss D.(yrektor)![ZABIJE!!!] No i my (+Monti-Bonus) tak "dziekować i dziękować", a kiedy my skończyć "dziękować" Ziomek przechlić kieliszeczek i na "stuk-puk" z miss D. % zabrakło... Kieliszeczek do góry dnem obróciłam mówiąc "Ni ma...",a mina moja przypominała minę tych co to im Ludwiki głowy scinały...:P Trzepotu brody i oczu zbitego psa zabrakło do pełnego obrazu szczytu żałości i załamania...:| No a już po chwili pełna pozytywnych emocji...:P scenka z "mamusią", mówiącą "Dzieci-po raz pierwszy mogę się z wami stuknąć..."&P A no i krzyki na prawie całym filmiku: "Ziomek!Ziomek!Ziomeeeeeeeeek!!!" Ech i prawie końcowy (kolejny!) wywód Magdaleny K.: "Kameruj mnie, bo moja mama chciała żebym była przed kamerą" I na szczęście po tym fakcie nasz "kamerzysta" zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach...i uff...dobrze! Blech...studniówka fajna rzecz...ale jak się później oglada, wspomina to człowiekowi aż się płakać chce...i to nie z żalu, a ze śmiechu...:P I co ty na to?: (5) Link :: 09.12.2005 :: 14:33 *** nie krzycz o nadziei! na takie --- jestem głucha gadanie --- co raz bardziej nie zapalaj kolejnych świec na grobie którego nie ma po śmierci której nigdy NIE BYŁO! KTÓREJ NIGDY NIE PRZEŻYŁAM NIGDY!!! czasami tylko blaknę i skręcam się z nadmiaru jadu ŻEBY NIE ZGINĄĆ WYŁĄCZAM TELEFON mobilność mojego życia nie jest porównywalna z tańcem, ale to tylko... -tak naprawdę nikt NIE MUSI WIEDZIEĆ! /Marta M./ I co ty na to?: (0) Link :: 10.12.2005 :: 23:06
Name Acronym Generator From Go-Quiz.com I co ty na to?: (6) Link :: 12.12.2005 :: 23:29 ...jest pewien "Ktoś", całkiem obcy, a jednocześnie bardzo bliski pod każdym względem, "Ktoś" komu odważyłam się opowiedzieć całe moje życie, powierzyć wszystkie moje sekrety, wyjawić emocje, uczucia...;"ktoś" kto wysłuchał tego cierpliwie, kto nie pytał, nie komentował...tylko słuchał...i śmiał się kiedy ja się śmiałam, i płakał kiedy płakałam...a na koniec powiedział, że współczuje... Wtedy zrozumiałam ile to moje życie (nazwane przeze mnie szczęśliwym) naprawdę jest warte...zrozumiałam, że wszystko to co miało dla mnie największą wartość jest gówno warte!!! I teraz wiem, że moje życie to 19 zmarnowanych lat i te ostatnie 9 miesięcy, które dają nadzieję na coś lepszego...(oczywiście o ile sama znowu czegoś nie zawalę)I jest tak pomimo tego wszystkiego czym sama sobie mydliłam oczy...co sobie wmawiałam! Bo życie dosłownie przecieka mi przez palce, i nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam "dorosłe życie", kiedy zmieniłam się aż tak bardzo(że czasem nawet sama siebie nie poznaję...)!Wszystko się zmienia...ludzie mnie opuszczają, przychodzą następni-że niby na zawsze-i ja za każdym razem z tą samą nadzieją, że tym razem naprawde tak bedzie... A teraz uderza we mnie samotność. To na co nie mam czasu w codziennym biegu życia...I teraz też odczuwam silną potrzebę zmian...ale nie zmian otoczenia, nie chwilowego zapomniania o tym co boli, ale całkowitej renowacji życia. Remoncie myślenia...Mam nadzieje, że mi się uda...Że urządzę włąsną głowę tak, że wreszcie będe szczęśliwa(nie mylić szczęścia z chwilowymi przyjemnościmi i stanami kiedy "jest dobrze"). I teraz, jak jeszcze nigdy wcześniej, mam motywację, żeby wreszcie to zrobić...Bo już mam dość tego emocjonalnego letargu w którym tkwię od dawna, mam dość tego udawanego zadowolenia tym co mam, co jest wokół..., mam dość tego chłodu, którego we mnie pełno....Dość siebie! Wiem, że będzie to trudne, ale wiem tez, że mam wokół siebie ludzi, którzy mi w tym pomogą, którzy pomogą mi odnaleźć może nie tyle sens, co głębię mojego życia... No to po pierwsze...nauczę ( przede wszystkim spróbuję...) się odpowiedzialności za siebie...i za swoje czyny...(bo brak tej umiejętności przysporzył mi ostatnio paru problemów). Teraz będe bardziej odważna, bede silna, bo wiem że mnie na to stać. I będe odporna na cały brud tego świata, nie dam się więcej skrzywdzić... ...i nie bedę więcej płakać... ...i zrobię coś dla siebie...coś co da mi radość...szczęście I co ty na to?: (6) Link :: 16.12.2005 :: 15:36 Filologiczne spaczenie:P "O tamtej" Z tamtą było kapryśnie i było niepewnie, Gdy prosiłeś o serce, drwiła z ciebie płocha, A gdy chciałeś porzucić, wzywała cię rzewnie, Trudno ją było lubić, trzeba było kochać. Ta nigdy nie jest zmienna i nie jest powiewna, Ma uśmiech pogodniejszy i słowa łaskawsze, Możesz jej ufać wiernie, nie zdradzi -- rzecz pewna, A kiedy powie słowo, dotrzymuje zawsze. Tamta mnie opuściła, tamtej nie ma ze mną, Ta przyszła i uściskiem objęła serdecznie, I chociaż mi z nią dobrze i chociaż bezpiecznie, Za tamtą mi jest smutno, za tamtą mi ciemno... <...mnie też się lubić nie da, mnie można tylko pokochać...i to na zawsze...:P> "Ćma" To nie ślepa, puszysta ćma, to ja. Z ciemności lecę, spod jesionów, dębów i do okien jarzących, do szyb. Żadnej z twych szyb nie omijam, o każdą się rozbijam, tęsknie do lampy, do świecy... Na śmierć, na śmierć, na śmierć lece! ...powinnam w tym momencie zacząć jakiś wywód o Jakobsonowskiej bądź Inagrdenowskiej koncepcji analizy i interpretacji tych wierszy, o przeniesieniach zasad ekwiwalencji wyboru na oś kombinacji interpretacji, albo o realizacjach funkcji poetyckich, czy też konatywnych w tych tekstach, ale...nie umię:( ...wiersz o robalu był zadaniem, miała byc interpretacja, i nawet zrobiłam tylko że trochę mało hmmm...ocenzurowaną(???). No a bo to moja wina, że ja widzę, albo raczej czytam wiersz inaczej niż 90% mojego roku i 100% krytyków literackich. Ja w tym tekście żadnej zabiedzonej, załamanej kobiety nie widzę...Ja widzę babę co się jej "miłości" chce...Świeca facet, świeca płonie...etc etc...no i jej też sie chce zapłonąć, bo nudno jej w życiu (i stara może jest). A ten facet-chu# jeba##- się od niej odgradza jakimiś szybami, w które ona za każdym razem przypierd###, bo głupi jest...No a ona sobie po cichu tęskni, i sobie żyje pod tymi jesionami, dębami, niby tak sielankowo i wogóle...a tu nagle jej doskwiera "brak ciepła" i leci na śmierć, po trzykroć albo i więcej. A ślepa jest nie dlatego że leci ślepo do świecy i że to ona ja oślepia(kto to wymyślił??:/), tylko, że ten co kocha to ślepy jest i już...no i tak zinterpretowałam, i chyba to nie o to chodziło...Bo pani rzekłaby, że się zagalopowałam...i że nie po kolei...No ale po co po kolei jak to takie oczywiste?? P.S.:głupnę na tym ATH:P P.S.2: jestem "tamtą":))) I co ty na to?: (3) Link :: 18.12.2005 :: 13:28 ...no ale żeby mnie własny, prywatny, rodzony..tzn nabyty i wybrany własnoręcznie (bynajmniej nie ukochany:P) mąż na moich oczach zdradzał to juz chyba lekka przesada(Piękny-masz wpierd##!:P)Pozwoliłam mu na zdradę z "kobietą" którą mu sama wybrałam-nie skorzystał z niej..yhm z okazji...to myślałam, że wierny będzie. No, ale nie...ten se jakąś blondynę znalazł...i to jeszcze młodszą ode mnie...Ech...no cóż...bywa. Wybaczę mu i pożyjemy sobie dalej...No przecież rozwodu nie zażądzam, bo dziecko musi ojca(TRZECIEGO) mieć!Dla tych nieco mniej wtajemniczonych w moje, ostatnimi czasu popieprzone, życie już tłumacze...Dziecko będę mieć, tzn będziemy je mieć z Olą...Bo nam się po dogłebnych i przemyślanych przemyśleniach (:P) wymyśliło, że na facetów to nie ma co liczyć, tak generalnie to można polegać tylko na sobie, ale kogoś obok mieć trzeba...tzn nie trzeba, ale miło bywa!No i tak z tych naszych (nietrzeźwych:P) przemyśleń narodził się związek idealny: małżeństwo moje i jej:D! Tylko że wraz z tą decyzja pojawiło sie parę kwestii spornych (już!!-a to źle na przyszłość wróży:P) 1. nazwisko dziecka 2. ojciec bilogiczny (niestety jakiś być musi:() 3. która z nasz rodzić będzie (i tym samym która się z "biologicznym" puści:P) A bo zapomniałam dodać, że zachciało na się dziecka. Myślałyśmy o adopcji, no ale po co skoro obie w wieku jeszcze płodowym, potencjalnie zdrowe(a cholera wiec o na tej szpilce było...:P) to możemy sobie same dzidziusia zmontować... Problem 1. został rozwiązany szybko, bo postanowisłyśmy, że zostajemy przy swoich nazwiskach, a dziecku się jakieś obce nabędzie, padło na nazwisko "Gacek"(bo łatwe do zapamiętania:P). "Ojciec formalny" sie prawie zgodził, tylko jak o obowiązku alimentów usłyszał to mu się potomka szybko odechciało! "Biologiczny ojciec" sam się napatoczył, mianowany nim (narazie-ale to NA PEWNO ulegnie zmianie!) został Tatuaż( patrz parę notek wcześniej; ten co to pierwsze bije, a potem gada:P), bo przynajmniej sobie maleństwo radę w życiu da...Kwestia nr 3 wciąz jest w toku dyskusji, ale znając życie będe musiała się poświęcić:P. Nie żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało, ale ten ból porodu troche przeraża:( Ech...no cóż...bywa! Ale czego się nie robi dla dobra własnej rodziny. Brakuje nam tylko teraz daty ślubu(tego z Olą..)i gotowe! Nawet już świadków i 8 druchn wybrałyśmy!:D I mąż tak nawet nic przeciwko nie ma, powiedział tylko, że mogłam go pierwsze zapytać...:P A tak nawiasem to ja się chyba zapiszę w historii wszech świata: żona swojego męża i swojej żony, matka dziecka 3 facetów... (Ejjj...bo mnie w "świrowni" zaraz zamkną:P) Hmmm...tylko ciekawe co "Moje Życie" powie jak się dowie, że ja jako ta jedyna nie jestem tylko jego?!:/ już mi nie będzie tak miluśnie słodził..No cóż...bywa...!!!:DNie będe się załmywać...:P Shit happens!!!(zagadka:kto tak mówi??) Pozdr.:* I co ty na to?: (3) Link :: 22.12.2005 :: 15:41 wyznanie "piszę do ciebie tak jakby ten list mógł zostać przeczytany a choćbym go nawet napisał to nie dotknie pióro kartki a choćby nawet dotknęło nie włożą niczyje palce kartki do koperty a choćby nawet włożyły niczyja wola koperty nie wyśle a choćby nawet wysłała nikt listu nie przeczyta a jednak piszę bo nic innego mi już nie pozostało jesteśmy tu sami tylko ja i moje papierosy i jeszcze jakoś coraz mniej dla mnie pewna obecność i wszystko się rozmywa coraz więcej mam wątpliwości więc może piszę aby rozprawić się z moimi wątpliwościami a może zupełnie bez powodu kto wie zresztą czy ja ogóle piszę może nic się już nie dzieje i nie stanie się aż do końca któż jeszcze dba o koniec mam wątpliwości zastanawiam się gdzie teraz jesteś i co robisz nie wiem przecież nawet na jaki adres wysłać list zrozum że tak musiało być że to ja wybierałem ale nie ode mnie wybór zależał zrozum jaki byłem rozdarty(...)jak pożądałem ciebie a jednocześnie pożądałem prawdy i jak bardzo bałem się bałem się bo wierzyłem czy wierzyłem bo się bałem to wtedy nie miało znaczenia(...)pamiętam dokładnie tamten dzień gdy cię ujrzałem nieśmiało zagadnąłem pamiętam każde słowo które opływało mnie jak ciepły deszcz(...) zrozum że musiałem zrozum jak i ja zrozumiałem że nic nie jest bez przyczyny że skoro jesteś ty jest ktoś za tobą źródło niewyczerpane twojej słodyczy on mnie wzywał tak głośno że niemal odczuwałem fizyczny ból wybrał mnie bo wiedział że może zażądać ode mnie wszystkiego i zażądał wszystkiego zrozum że kiedy wgryzałem się w ciebie kiedy wchodziłem w ciebie(...) coś ciągnęło mnie wyżej nie mogłem w końcu uwierzyć że człowiek że ta ciężka materia może sama być przyczyna tego cudu (...) on zażądał wszystkiego a ja musiałem się godzić bo z ciebie czerpałem wole lotu ale on mógł dać mi pióra a potem już z niego miałem skrzydła musiałem wybrać musiałem wybrać między tobą a nim nie był to wybór łatwy ale wszyscy wiedzieliśmy że inaczej być nie może zrozum co znaczy głos boga dudniący w twojej czaszce nie można odmówić podjąłem więc decyzję wtedy wzleciałem w górę pierwszy raz mówię ci o tym otwarło się przede mną nowe piękno i zawładnęła mną nowa miłość wiedziałem już że stoję u progu wielkiej chwały że nic już wspanialszego być nie może jak bardzo się pomyliłem(...) zwątpiłem tak przyznaje zwątpiłem zgrzeszyłem zadałem pytanie wobec niego a nie wolno zadawać pytań bo on nie odpowiada zadałem pytanie i nie dostałem odpowiedzi(...) zostałem sam(...) i się boję boję się bo robi się ciemno boję się bo jest cicho bo nie biją już dzwony bo nie ma już świateł ławek drzew muzyki dzwonów miłości ciebie jestem tylko nagi w ciemnościach(...) już nie potrafię zrozumieć dlaczego porzuciłem ciebie dla niego ale dlaczego porzuciłem jego może dlatego że ty byłeś watr więcej może dopuściłem myśl że źle zrobiłem zwątpiłem zgrzeszyłem nie można wątpić zrzuciłem boga a on runął to koniec siedzę tu sam boję się(...) nie ma ciebie nie ma jego(...) opuściłem was opuściliście mnie już nic nie ma znaczenia na biurku leży martwa mucha w odcieniu zielenie jakże to nudne jest sznur obaj obaj dlaczego mnie opuściliście?" /Leopold Hess/ I co ty na to?: (8) Link :: 26.12.2005 :: 22:36 ...trochę nowości w wyglądzie strony głównej, konkretnie "ulepszyłam" lewą kolumnę szablonu...dodałam linki do tekstów piosenek, które coś znaczą dla mnie, ewentualnie kiedyś znaczyły, małe poprawki kosmetyczne tych niezbednych elementów...no i to co wreszcie najwazniesze...specjalnie dla Was...mapa mojego świata...bo chce żebyście wiedzieli jak ważni dla mnie jesteście: każdy z osobna i wszyscy razem, bo nie umiem tego powiedzieć, a dłużej tego dusić nie umiem...Długo mogłabym pisać co kto dla mnie zrobił ile dla mnie znaczy, ale niech to juz zostanie u mnie w serduchu... Po prostu: dziękuję... I co ty na to?: (4)
|