zawsze jak zapominam o Bogu wiążę supełki...


ślad w sercu
[Księga gości]



www.cadevra.ownlog.com


moje chwile:
2007
maj
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
pażdziernik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



"Some call it faith, some call it love Some call it guidance from above You are the reason we found ours So thank you stars "/Katie Melua/


"Jeśli będę taka
Jakiej nie rozumiesz
O jedno Cię proszę
Kochaj mnie jak umiesz

inne blogi:
Agata
Grzesiu
Jadziowa
Asiowa
Łukaszek
Piękny
Buch
Nejmless
Cadevra




- - - - - - - - - - - - - - - - -

Foto From OnePhoto.Net
Powered By ownlog.coml



Link :: 01.11.2005 :: 18:18
W taki dzień jak dziś nawet cmentarz tętni życiem...

Nie było mnie tu dawno…już z rok będzie. Jakoś trak zawsze mało czasu, życie w biegu i zresztą najzwyczajniej zapominam. Wir codziennych spraw, teraźniejszość...nie ma czasu na myślenie o tym co było. Zdarzyło się...trudno...trzeba żyć dalej. Ale w taki dzień jak dziś, we Wszystkich Świętych, czas płynie wolniej. Jest czas na wszystko... Jest czas żeby tu przyjść, w ciszy i aż niezwykłej powadze, jest czas żeby położyć dłoń na płycie nagrobka(wtedy czuje jego bliskość) i w duchu powiedzieć „Przepraszam, że nie pamiętam”.
Zawsze mi się wydawało, ze to święto jest banalne…Maszerują tłumy na cmentarze tylko po to, żeby zapalić świeczkę, zaliczyć kolejny grób, ewentualnie spotkać się z rodziną której się lata nie widziało. I tak zawsze było... Dziś, gdy na nagrobku zobaczyłam datę jego śmierci: 1991, doszło do mnie cos ważnego…Nie ma go przez całe moje życie...prawie 15 lat. Ominęło go wszystko co ważne: mój pierwszy dzień w szkole, Matura, egzaminy, teraz studia, nie będzie go na moim ślubie, nie potrzyma mojego dziecka… nie było go nawet jak mi wypadł pierwszy ząb. Ale był w najważniejszym momencie: był kiedy „powstałam”, później kiedy „stałam się” człowiekiem…
I nagle, jak nigdy przedtem, popłynęła mi po policzku łza... Łza smutku i żalu, łza złości na sama siebie...On mi tyle dał, a ja o nim najzwyczajniej zapominam… Że nie odwiedzam go w jego „domu”…

I pewnie znowu minie rok zanim tu wrócę...

Kiedyś miałam żal, ze mnie tu zostawił, że nie zabrał ze sobą… Teraz wiem, że tak miało być…I chyba nie chce wiedzieć jak by było gdyby był ze mną przez te wszystkie lata…Jest dobrze, więc po co zmieniać…

I co ty na to?: (3)


Link :: 06.11.2005 :: 14:20
Part 1:Kraków...

...a mi się film ani na chwilę nie urwał i pamiętam wszystko od początku do końca...i wszystko wiem...i nie zawaham się tego użyć w najbardziej odpowiednim momencie. I wiem, że wódki znowu było za mało, (chociaż niektórym na mat wystarczyło:P), i że sałatka z KFC całkiem OK. była, i że batona przez biodro przerzuciłam(i wcale się nie podstawiał), i że „komuś” się nogi pomyliły(:P), i że zostałam „wykorzystana w kuchni tez wiem i pamiętam! I wiem już co to „Jeśli łaska” Hey’a...może nie w wykonaniu Nosowskiej, a Damiana, ale tak czy siak...fajne! A koncert PORTISHEAD live to takie małe katharsis...(WOW!). A Kamińską za bitwę dżdżownic i tak kiedyś zabiję...dwa razy przyglebiłam w podłogę z łóżka przez nią...
Poranek ciężki był, bo trzeba było wstać i nawet się zebrać w miarę szybko, bo pociąg o 13 ruszał... I „se” ruszyła bez nas... No bo w tempie żółwiowej rodziny z zatwardzeniem zdążyć na niego szansy nie było! Chwała Panu i PKP(i Sebie:)), że o 13:37 następny był, który nas w przytulnej atmosferze zamęczonych, wręcz zblazowanych, ale całych i zdrowych do BB dostarczył. Urazów fizycznych znaczących rozmiarów nie ma-nie obyło się bez paru obtłuczeń i siniaków. Urazy psychiczne? To za parę dni stwierdzić można...
A i prawie zapomniałam-sympatycznie było, miło też, a nawet i fajnie było! Dzięki...Szkoda tylko, ze tak krótko, no ale stęskniona rodzina już w Bazylu wyczekiwała..

Part2: B-B...
…po szalonym krakowskim piątku przyszedł czas na "klasyczną" sobotę z “rodziną”. Bo klasycznie się zaczęło- Bazyl 18:00...niekonwencjonalnie się „wyśrodkowało”, bo „oko w oko” z banda „Poza Światowych” skurwysynów (a mówiłam żeby się nie pchać do chujni...no ale któżby mnie posłuchał...ba), a zakończyło raczej dziwnie i całkowicie niespodziewane i ...do zapamiętania.
Konkrety: taks obie pomyślałyśmy z Olą, ze zjedziemy na osiedle i powędrujemy szlakiem Leszczynowych barów, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały, ze nie to nam dziś pisane, bo...ostatni autobus już nam nawet dupy nie pokazał i trza było coś z sobą począć. Nagle z Nuestry (ex Halabarda) wybiega uchachany Misiek i porywa nas do środka…Dosłownie porywa! O powrocie do domu, tudzież do Bazyla, gdzie reszta „rodziny” się rozpijała na całego, mowy nie było! A zarazem jasnym się stało, że:
a. nudno na pewno nie będzie
b. ze śmiechu następnego dnia będzie wszystko bolało
c. do domu szybko nie dojdziemy
d. oj...będę się wkurzać!
No i na szczęście Oli i moje w Nuestrze było jeszcze parę innych „ciekawych i intrygujących” osobowości wręcz.... Bo był np. mężczyzna z fajnym tatuażem (jak się potem okazało nie jedynym), którego motto życiowe brzmi: „pierwsze bije, potem gadam”, który próbował być oryginalny mówiąc, że jestem szalenie sympatyczna, miła i fajna...z akcentem na fajna”:/, który bądź co bądź zaskoczył mnie stwierdzeniem, ze jestem chłodna...(chuj mnie obchodzi o co mu chodziło...ale fuck - o co?!)...Był również mężczyzna, obcy całkowicie, który jak się okazało zna moje Olę lepiej niż ona sama siebie zna...:P. Był tez kolejny mężczyzna, który uparł się, że udowodni mi, że znajdzie miejsce w którym mam łaskotki...trochę za bardzo ich szukał:/. A i usłyszałam cały przekrój niespotykanych komplementów w moją stronę, bo jeszcze nikt nigdy nie nazywał mnie np. "kurczaczkiem", "wędlinką"...etc etc. W takich chwilach krzyczę wewnętrznie, a wczoraj krzyczałam „Kurwa, czemu znowu ja?!?”
Zbawienie nadeszło troszkę po północy...rodzina z „domu” przyszła...Nigdy wcześniej się tak nie cieszyłam na ich widok... I potem już looz... Grześ jakieś pały w drewnie wynalazł i było spoko... Bo pały + moje zęby to idealna "samoobrona"...;)(a jakby tego było mało to jeszcze ew rzut przez biodro może być:P)
Gdy dotarłam do domu i trzepłam się do łóżka w ciuchach byłam szczęśliwa, że ten dzień się wreszcie skończył... Było miło, ale...
E tam...i tak do powtórki!

P.S: Przerzuciłam Kamila, przerzuciłam Kamila...nanananana...A potem też Sebe...:)(sorki, nie zauważyłam tego krzesła na które spadłeś:().
P.S2: Grześ-dzięki za pałę:P
Ech...i już...:)


:*

I co ty na to?: (7)


Link :: 08.11.2005 :: 12:25
"Spoglądam wstecz i widze tyle pustych godzin
Ogarnia mnie strach, bo wiem ile minęło,
lecz nie wiem ile zostało...

...a ja nie chciałabym tak po prostu przeminąć.

Wiele upłynęło dni(dni bez mojego udziału)
więc czas już skończyć z oczekiwaniem na coś
co może nigdy nie przyjść.
Muszę ruszyć z miejsca,
pójść na spotkanie własnego spełnienia..."

...no i już...:(
I co ty na to?: (2)


Link :: 11.11.2005 :: 17:17
Jak to jest po śmierci?Czy śmierć to koniec czy początek??Czy umieranie boli?Czy coś się czuje jak się umiera?Strach, a może spokój?Ciekawe...
I co ty na to?: (11)


Link :: 13.11.2005 :: 14:50
AZ: -"No trzepnij tym trochę...!"
GG: -"A ty wsadź to głębiej...niech wszystkie wyjdą..."
AZ: -"No przeciez idą...nie wszystkie naraz...po kolei..."
GG: -"No ok..."

...proces wybierania "winnych" śliwek z dymionu to proces baaaaardzo skomplikowany...i generlanie: filtrowanie wina jest sprawą wyższych lotów...Do tego trzeba zdolnym być...i sprawnym...i zwinnym...i trzeba mocna głowę mieć...bo młode wino=dobre wino=MOCNE wino...:P!Nasze "damskie" głowy chyba trochę za słabe się okazały,ale przynajmniej śmiesznie było...No "mężczyźni" ubaw z nas napewno mieli(wszystko przez to, że wypili mniej:P)Musiałyśmy się bardzo skupić, żeby wlewać wino na gazę i do dymionu,a nie na podłogę...No ale udało się...:D
Gorzej poszło sparwdzanie autobusu powrotnego, bo taki mały, niewinny folder na ekranie komputera z napisem MZK nagle w niewyjaśnionych okolicznościach zniknął...Ale i z tym sobie poradziłyśmy...do teraz nie mam pojęcia jak:D
A i później jeszcze "twórczy" powrót przez ciemny, ciemny, gęsty las niedaleko Międzyrzecza...W sytuacji normalnej chyba siusiały byśmy po nogach...ale wczoraj nie straszne było nam nic( i siusiałysmy tylko za drzewami:D)Całą droge śmiałyśmy się z wszystkiego(i wszytskich):P!Trochę nam miny zrzedły jak nasz autobus nam tyłek pokazał i zrobił papa...Ale czymyże jest taki maleńki kłopocik w porównaniu z naszym dobrym nastrojem:D...No ok...troche zimno było...i musiałyśmy czekać 30 min na następny...ale i tak było miło...
Po powrocie na ośkę nie obyło się bez długiego spaceru...chociaż i tak języczek plątał mi się niemiłosiernie i rozmowa z mamą do najłatwiejszych nie należała...Na szczęscie mamunia wie, że ja z reguły brednie gadam i jakimś cudem nie zauważyła mojego wskazującego stanu...:P...kochana mamunia:*
Głowa rano nie bolała...to zgodne z zasadą, że "po dobrym winie głowa nie boli":D.

p.s.:przepraszam za kieliszek...to też nie wiem jakim cudem sie stało...no jakoś tak sie sam rozpadł...:(


I co ty na to?: (2)


Link :: 14.11.2005 :: 18:27
Wspomnień czar...

...ludzka pamięć jest bardzo ulotna...dni, które były kiedyś ważne...nawet bardzo ważne po prostu uciekają...Przekonałam się o tym wczoraj wieczorem...Bo po raz kolejny odgrzebałam moje magiczne pudełko "wzruszeń" i znalazłam w nim parę zdjęć, kilka pozornie nieistotnych karteczek i bardzo stary pamiętnik...tzn. kilka kartek z opisem wakacji tuz przed liceum i kilku pierwszych tydodni w Asnyku.
Kiedyś o radość przyprawiały mnie rzeczy naprawde małe...chciażby usmiech mojej pierwszej i wiecznej fascynacji miłosnej...sąsiada z bloku obok...:P!A mega rozrywką był wypad do Tesco...(to mi zostało:P)
Wczoraj aż się popłakałam ze śmiechu...i to chyba nad własną głupotą...Bo jakby ten "pamiętnik"opublikować to stał by sie bestsellerem satyrycznym dekady...Opisy pierwszych dni szkoły...oceny ludzi z klasy...charakterystyki nauczycieli...No normalnie nic tylko siąść i płakać...Albo entuzjazm przed pierwszym koncertem Sansary...albo strach (opisany na 4 kartki:P)przed pierwszym wejściem do Basztowej...Ech...a to było tak dawno temu...:D

Szczególnie wzruszyła mnie jedna notatka...Z dnia kiedy dostałam list od mojego "przyjaciela" z gimnazjum...a pod nią ten jeden lis od niego, ksero wysłanego do niego listu i...24 niewysłane próby napisania go:D.Wtedy to było takie ważne, a teraz po prostu zapomniałam...Albo jest jeszcze notatka o Antosiu...i o tym jak śpiewałam z nim na karaoke jakis kawałek Metallici, którego wcześniej nie znałam!I to tylko temu, ze miał ładne oczy i że mnie o to poprosił...:D

O spazmy śmiechu przyprawiła mnie notka z zeszłego roku...ponad roku...notatka po dłuższej przerwie(nawet nie wiedziałm ze o tym pisałam)...Notatka(aż mi głupio:P) z dnia koncertu Eclipsis w Przystanku...z dnia kiedy jakimś cudem natury poznałyśmy z Olą Grześka, Kotleta i Kubę...I według tego co w niej pisze to naprawde nie była moja wina...:DBo ja tylko na "rzutki" patrzyłam...wcale nie na nich...:P!O reszcie milcze...nie istotne szczegóły...:P

Ale rekordy bije jednak rozsławiona juz klasyfikacja ludzi z klasy z liceum...to nie ujrzy światła dziennego, bo mi aż za samą siebie wstyd, ze mogłam w taki sposób myśleć o tych, którzy teraz dla mnie są bardzo ważni...:)Wniosek z tego jeden:nie oceniaj ludzi po pozorach...:)I jeszcze zapiski o wielkich nadziejach na jeszcze większa miłość w Asnyku...Nie znalazłam, ale szukanie śmieszne było...i wręcz bajeczne...Harry Potter, Kubus Puchatek, Żwirek...

Ech...długo bym tak mogła...Było pięknie, ale niestety się skończyło...Bo musi się skończyć jedno, żeby mogło zacząć sie drugie...piękniejsze...a przede wszystkim mądrzejsze...:D

...moja jedyna pamiątka po "tamtych czasach":D
I co ty na to?: (19)


Link :: 19.11.2005 :: 01:20
...czemu jeden Anioł nigdy nie widzi tego drugiego Anioł, który jest mu przeznaczony...a jak go już w końcu zobaczy, to zawsze coś staje na przeszkodzie ich wspólnego, wiecznego, anielskiego bytu...?
dlaczego Anioły są skazane na nieszczęście...?dlaczego musza sie zadowalać życiem w boskim raju, ale życiem w samotności, bez bliskości i ciepła drugiego Anioła, bez dotyku jego rąk?
dlaczego Aniołom zabrania się miłości, zabrania się czułości, zabrania się sczęścia...?dlaczego niebo musi byś dla Aniołą piekłem...?
...a przecież tak niewiele trzeba, żeby życie Anioła przemienić w wiecznie zielony ogród, pełen kwiatów, i owoców...pełen miłości, szczęścia...

...tak niewiele...



O Aniele...
...miał dzis skrzydła, jak anioł...
i patrzył swoimi głębokimi oczami
(w których za każdym raze tonę...)
i znów widziałam jego twarz...
...radosną twarz...

...miał dzisiaj skrzydła, jak anioł
a jego uśmiech rozjaśnił mój świat
(i za każdym razem świeci słońce...)
bo gdy jest blisko nie liczy się nic
...a życie jest snem...

...miał dzis skrzydła, jak anioł
i uniósł mnie wysoko do chmur
(i na chwilę byłam tylko z nim...)
jest zagadką, tajemnicą, cudem...
...skąd się wziął?...

...miał dziś skrzydła jak anioł...
i jak anioł bezimienny był...
i jak anioł nagle zniknął...

...ale wiem, że wróci...
oby na zawsze...
I co ty na to?: (2)


Link :: 19.11.2005 :: 23:46
Sfera sacrum...


...chociaż zdjęcie mojego autorstwa lepszym jest( glan, żółty słoneczkik i butelka po KOMANDOSIE...Woodstock) to to i tak mówi samo za siebie...
...i mocno się kojarzy...:)
I co ty na to?: (11)


Link :: 21.11.2005 :: 17:35
To co sprawia przyjemność...i mnie, i tobie, i każdemu...:

1. zakochanie się,
2. promienie wiosennego słońca,
3. śmiech aż do bólu...
4. leżenie w łóżku i słuchanie padającego deszczu,
5. gdy budzisz się rano i okazuje się, ze masz jeszcze kilka godzin snu,
6. dobra, szczera rozmowa,
7. gdy znajdziesz 100 zł w płaszczu z zeszłej zimy,
8. gdy ktoś ci powie, że jesteś piękna/piękny,
9. gdy ktoś ci powie, ze sie w tobie zakochał,
10. przyjaciele,
11. pierwszy pocałunek,
12. gorąca czekolada,
13. huśtanie się na huśtawce,
14. rozpakowywanie prezentów pod choinką,
15. dobry koncert,
16. nawiązanie kontaktu wzrokowego z przystojnym nieznajomym/nieznajomą,
17. zabawa z małym pieskiem,
18. słodkie i piękne sny,
19. słuchanie muzyki,
20. gdy znajdziesz słowa piosenek wydrukowane na nowym CD(żebyś nie czuł się głupio śpiewając)
21. gotowanie, pieczenie,
22. widok szczęśliwych ludzi(twoich przyjaciół)
23. oglądanie wschodu słońca,
24. pierwszy śnieg na twojej twarzy,
25. miejsce w autobusie,
26. uśmiech dziecka,
27. piwo w Bazylu kupione o 18.59
28. ponad 15 min spóźnienia wykładowcy,
29. ładny wygląd od rana,
30. dobry humor...:)
31. ...
32. ...
33. ...
34. ...
35. ...

...jakieś pomysły...?:P
I co ty na to?: (10)


Link :: 28.11.2005 :: 18:05
...brak mi słów...
I co ty na to?: (1)


Link :: 30.11.2005 :: 00:09


"Samotność"


Samotność to dwa wiatry w jednym polu wiejące w przeciwnych kierunkach.Samotność sprawia,że wracamy do osób, o których już zapomnieliśmy oczekując ich łaski...W samotności powstają nasze myśli.
/Shadow_m/
I co ty na to?: (4)