zawsze jak zapominam o Bogu wiążę supełki...


ślad w sercu
[Księga gości]



www.cadevra.ownlog.com


moje chwile:
2007
maj
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
pażdziernik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj



"Some call it faith, some call it love Some call it guidance from above You are the reason we found ours So thank you stars "/Katie Melua/


"Jeśli będę taka
Jakiej nie rozumiesz
O jedno Cię proszę
Kochaj mnie jak umiesz

inne blogi:
Agata
Grzesiu
Jadziowa
Asiowa
Łukaszek
Piękny
Buch
Nejmless
Cadevra




- - - - - - - - - - - - - - - - -

Foto From OnePhoto.Net
Powered By ownlog.coml



Link :: 01.10.2005 :: 11:50
...ech...

koncert---Czechowice---"Galicja"...:)

A:: "...młodziezy za mną, w lewo...e...a może jednak nie.."
Z: "oj to chyba tu, bo widze kontener PCK, jak przed Podrajem...!"
A: "eee...a może jednak nie..."
Z: "ha...trafiłysmy...usdało się...to tu, to tu..."

A: "...ja nie pójde w pogo, nie ma szans, nigdy w życiu..."
...a juz po chwili nie dało się mnie wyrwać z szaleńczego tłumu... za każdym razem jak wychodziłam sprawdzałam czy wszystkie zęby mam...

...bez obrażeń się nie obyło... przypalona jakimś obcym papierosem łopatka(lewa...chyba:P), łokieć spoconego kolesia w oku, siniak na ramieniu...na tyłku (tam to nie wiem skąd...:P), no i najważniejsze, albo najgorsze: skręcona kostka... wczoraj tylko bolało, ale rano spuchła...:(
...no ale zawsze mogło być gorzej, prawda??
do wesela sie zagoi...(tylko czyjego?? bo jak do mojego to kaleką do końca zycia zostanę...)

...no ale przecież warto było...bo juz dawno sie tak nie wybawiłam...dawno juz żaden koncert mnie tak nie cieszył, nie dodawał mi tyle energii co ten... aż mi się chciało smiać, aż mi sie chciało skakać...i ta atmosfera, ten klimat...mniamniuśnie...

...dziekuje wszystkim i za wszytko...:**

*odkrywczy P.S.: uszkodzeń jest więcej...siniak na krtani(boli jak cholera) nabity prawdopodobnie czyimś łokciem, do tego diabelnie obolała szyja i nogi...pewnie jeszcze sie parę znajdzie...
I co ty na to?: (8)


Link :: 04.10.2005 :: 10:24
...że co, bo mam na ścianie parę podkładek pod piwo to ze mnie alkoholik...a i że nosze czasem glany to znaczy, że jestem dziwna...? Albo, że marzę o dziennikarstwie to oznacza, ze nie patrzę praktycznie na życie, (bo „to przecież zawód bez przyszłości...”)? A Woodstock to zbiegowisko niewychowanej młodzieży, tylko dla panienek, które puszczają się w pociągowym kiblu za jednego papierosa...a, że ja się tym zachwycam to już pewnie wpadłam w jakieś złe towarzystwo...i też się puszczam…
…bo jak zwykle zostałam głupią, nic nie wiedząca o życiu gówniarą, na której każdy może się wyżyć… a bo niby, czemu nie...? przecież według nich ja i tak nic nie wiem, nic nie rozumiem... i najlepiej jakby mnie nie było…

…kolejny temat do krytyki: studia… i ta ich „ogromna” wiara w moje możliwości... „za ambitnie wybrałaś... nie poradzisz sobie...”, „ a co ci da taki kierunek...?”, gdy mówię, ze to tylko na razie, że próbuje za rok na psychologię, albo na cos innego...to „a to może lepiej zrób sobie jakiś kurs księgowej, albo sekretarki...”
KURWA... NIE! To jest do diabła moje życie... i będę robić co chce... Nawet jak miałabym je spieprzyć, to chce je spieprzyć po swojemu...

…nienawidzę mojej rodziny w takich chwilach... jakby mieli w tym jakiś jebany interes... jakby to do cholery była ich sprawa...
…a guzik… nie znają mnie, nie wiedzą jaka jestem… a ja jestem normalna… bo co…to że nie mam chłopaka z domem i stałą pracą; albo że nie do końca wiem czego chce od życia; albo, że jeszcze wierzę, że dobrzy ludzie istnieją to, to mnie skreśla…? to już nie mogę się nawet odezwać…?
…a niech was wszystkich cholera weźmie...

…i nie przesadzam, gdy mówię, że mam tylko ją… mamę...


I co ty na to?: (2)


Link :: 12.10.2005 :: 15:33
...po dwóch tygodniach studiów(hah...student do brzmi dumnie...:P)ustaliłam parę zasad, które obowiązywac mnie powinny... jako, że człowiek na błędach sie uczy to zeby ich ponownie nie popełniać planuje kierować się owymi zasadami w najbiższej i ciut dalszej również...
a więc...
1. nie pić napojów alkoholowych przed oraz ewentualnie między wykładami tudziez ćwiczeniami...(lub ewentualnie pic powoli...)
2. integrowac się z grupa wyłącznie na półtrzeźwo, gdyż niewystarczajaca znajomość niektórych może doprowadzić do bynajmniej niejednoznacznych sytuacji....
3. nie korespondować na wykładach z osobami zbytnio oddalonymi od ciebie, ze względu na bysre(pomimio podeszłego wieku) oko wykładowcy...
4. nie chicotać na wykładach, ani też na korytarzach, bo to zazwyczaj skutek podobny ma-ochrzan od osoby wyższej rangą...
5. nie wymachiwac zbyt enaegicznie rękami, nogami tudziez innymi kończynami ze wzgledów prawie wiadomych...
6. udawać zainteresowanie na każdym wykładzie i to nie zainteresowanie kolegą z ławki z przodu, ale właśnie wykładowcą...
7. wydawać się osoba mądrezjszą niz się jest...(bądź nie jest)
8. nie pytać nowo poznanych kolegów/kleżanek o umiejętność dymania ust w pierwszysm tygodniu nauki...
9. nie wychylać sie ze swoimi psychotycznymi nawykami i zboczeniami(równiez dotyczy pierwszego tygodnia nauki)...
10. nie poruszać tematu relacji damsko-meskich, damsko-damskich i mesko-męskich w stosunakch nie koniecznie czysto przyjacielskich...grozi oskrżeniem o skrajny feminizm i przesadną tolerancję...
11. nie śpiewać publicznie...
12. ...nie oceniac ludzi po pozorach...

...póki co to tyle...ale założe się, ze w miarę poczynać studenckich i wzrastającej ilości gaf, błędów i "obciachów" ,liczba zasad bedzie wzrastac proporcjonalnie...

-----------------------------------------------

"z połączenia dwóch sprzeczności pwyłania się czyste piekno, idealna harmonia..."
/jakiś filozof...:P/
"facet jest ja zasięg-jak trzeba to go nie ma..."
/jakiś filozof...:P---no dobra-JA/


...no i tyle...:P
I co ty na to?: (4)


Link :: 15.10.2005 :: 14:40
Let' s dance, oh let's dance...

Agrhhh...zabawa superowa...Ludzi masa, taniec przez pół nocy...No bajera bajera...Co tam że jakieś disco i techno...da się przezyć...
A później...mieliśmy iśc do RudeBoya...ale nie poszlismy, "bo sie łysi bili...".(Co ja teraz powiem Bursztynowi jak mnie zapyta jak tam jest....?)
Ale było Poza Światem i "Aj szot de szerif...bet aj dyd not szut noł depjuti...":)
I chciałam opony gwoździem przebijać...ale gwoździa nie miałam...bo to co posiadam to podobno śrubka jest:P, i okna chciałam powybijać...ale pan ochroniarz tak na mnie śmiesznie popatrzył no i się speszyłam...
I pięknie było...no i już...Zabawa z grupą, zabawa z "moimi"...Wrrrau...kiedy znów?

P.S.:mam tylko nadzieje, że moje czechowiczanki się nie zgubiły...i że żyją...

P.S.2: powyższe zasady ulagają zawieszeniu na czas nieokreslony, bo skoro i tak namietnie sa łamana to bezsensem jest ich egzystencja...:P
I co ty na to?: (2)


Link :: 16.10.2005 :: 13:38
...ech...tego mi było trzeba...dzień spełnionych życzeń...
-marzył mi sie koncert HIGH SPEED DUBBING-i był...
-chciałam się spotkać z moja Uleczką-się spotkałam...
-chciałam porozmawiac z Montim0moim bratem-pogadałam...
-chciałam się dobrze bawić-bawiłam się...
-marzył mi się wieczór w moim ulubionym towarzystwie-i był...

DZIĘKUJĘ...
...i wszystko było by idealne, gdyby nie jadna rzecz, jedno słowo, które zepsuło całą aurę...chyba wolałabym tego nie wiedzieć, nie poczuć...za późno...trudno...

...i tak było pieknie...i oby częściej...

********************
"po szczeblach w górę sie pnę, by zobaczyć więcej niż chce, zobaczyć swój własny świat, bez luster, bez krat..."/HSD/
I co ty na to?: (4)


Link :: 17.10.2005 :: 16:14
"Wyobraźcie sobie, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus. Pewnego dnia, dawno temu, Marsjanie, patrząc przez teleskopy, odkryli Wenusjanki. Jeden rzut oka wystarczył by obudziły sie w nich nie znane wcześniej uczucia. Marsjanie zakochali się, szybko wymyślili podróż kosmiczną i polecieli na Wenus.
Wenusjanki przywitały Marsjan z otwartymi ramionami. Intuicyjnie przeczuwały,że ten dzień wreszcie nadejdzie. Ich serca otworzyły się na miłość, której nigdy wcześniej nie zaznały.
Miłość Wenusjanek i Marsjan była czarowna. Zachwycali sie tym, ze są razem, robią ze sobą różne rzeczy, wspólnie mieszkają. Chociaz pochodzili z różnych światów, umieli rozkoszować sie swoją odmiennością. Całe miesiące spędzali ucząc sie siebie na wzajem, badając i uznając swoje odrębne potrzeby, upodobania i sposoby zachowania. Przez całe lata żyli w miłości i harmonii...
Potem zdecydowali sie polecieć na Ziemię. Z początku wszystko szło dobrze, ale oddziaływanie atmosfery ziemskiej spowodowało, ze pewnego ranka wszyscy obudzili się z osobliwym rodzajem amnezji-amnezje wybiórczą.
Zarówno Marsjanie, jak i Wenusjanki zapomnieli, z emuszą sie różnić, bo pochodzą z innych planet. Tego ranka wszystko czego dotychczas się dowiedzieli o swojej odrębności, zatarło się w ich pamięci. I od tego dnia mężczyźni i kobiety pozostają w konflikcie."
/John Gray-"Mężczyźni sa z Marsa, a kobiety z Wenus"/
I co ty na to?: (3)


Link :: 20.10.2005 :: 10:00
KTO JEŚLI NIE TY...



19 lat temu, dokładnie 20.10.1986 r., po długich męczarniach swojej rodzicielki, przyszła na świat cudowna istota. Może nie najcudowniejsza, bo mi „cudownością” nie dorówna nikt... Tak czy inaczej, była to istota wspaniała, pełna blasku i radości w oczach. Przybyła na ten szary świat z wielka misją… Miała naprawić to co złe, dodać ludziom otuchy i nadać życiu kolorów. Od początku skrupulatnie realizowała odgórne założenia... Tylko trochę jej nie wyszło, ale…

Pewnego pięknego i pamiętnego dnia i mi było dane poznać tą istotę. Zobaczyłam w niej Anioła. Może nie tak od razu, ale zakochałam się w niej na zabój i na zawsze. Uzależniła mnie od siebie… Bo to dzięki niej każdy mój dzień nabierał barw prawie tęczowych. To z jej pomocą przetrwałam najcięższe momenty swojego życia-nawet te ostatnie. To na jej ramieniu „wypłakałam” najwięcej łez, to jej uszy poznały wszystkie moje troski i zmartwienia. To jej serce zna mnie jak nikt inny na świecie. To z nią dzieliłam wszystkie moje radości i „...nagłe i szybkie serca łopoty...”. No i gdyby nie ona to nie było by mnie takiej jaka jestem… Udało się jej mnie zmienić... na lepsze.

Nasze wspólne cele, plany, pasje marzenia … wspólnie realizowane. Nasz małe ucieczki od świata…Wspólne oczekiwanie na księcia z bajki… Nasze noce, nasze dnie… nasze chwile. MY...

Jedna na milion, jedna na cały świat i jest moja. Bo to takie moje Słońce wiecznie ciepłe i kochające, to mój „Diabeł Stróż”, bez którego wiele razy nie dałabym rady; taka sama jak ja, a jednak zupełnie inna, bo to z połączenia dwóch sprzeczności powstaje idealne piękno, harmonia i ład. I to dzięki temu rozumiemy się bez słów, bez gestów… Bo ona zaraża optymizmem… wystarczy mi, że jest gdzieś blisko mnie, a od razu wszystko wydaje się łatwiejsze. Wszystko jest łatwiejsze…
I wiem, ze nigdy mnie nie opuści, nie zostawi…

Dziękuję TEMU NA GÓRZE, że zesłał ja właśnie mi… jako prezent od losu, jako nagrodę za „ciemne czasy”.
Dziękuję jej za wszystko… za ciepło, za światło, za radę, za miłość nieskończoną, za przyjaźń na wieki… Dziękuję za jej cierpliwość, za zrozumienie moich złych chwil i złośliwych humorów, kiedy jestem niesprawiedliwą, okrutną, egoistyczną jędzą, której wszystko przeszkadza. Dziękuję za dobre słowo w trudnych momentach. Dziękuje za uśmiech, który rozpromienia mi życie. Dziękuję, że jako jedyna wierzy w moje siły i wierzy we mnie zawsze, że dodaje mi otuchy na każdym kroku i nie podcina skrzydeł… Dziękuję za to poczucie, że jestem potrzebna, ze jestem kimś ważnym. Dziękuję za te NASZE chwile… Dziękuje i kocham…na zawsze.


Sto lat moja Madziu... Sto lat ze mną… Sto lat z nami…

Twoja na zawsze... :*
„…po prostu bądź…”





I co ty na to?: (5)


Link :: 23.10.2005 :: 15:08
Hi hi hi hi...łehehehe...

...kolejne pół nocy na ławce w parku Esperanto(podobno...), tym razem cieplej i przytulniej i milej...bo z asortymentem...pieprz, 0,7l. i kartonowe(?) kubeczki...i w sztuk/osób wiecej niż 3; tak miło było, że nawet pierwsze autobusy pouciekały...:P(celowe?)
...w takim klimacie(:P)budzą się w niektórych wygaszane przez lata instynkty...zauwazyć można nagłe przypływy natchnienia i weny twórczej, zarejestrować różnorakie odgłosy przypominające ryk jeleni na rykowisku(mamy cię!tzn. Buła cię ma...:P)...wychodzą na światło dzienne(?) skrywane talenty:P
...na takie zachowanie wpływ ma wiele czynników...aura i 0,7 to jedno, ale wspólnie spędzona noc jest przeżyciem prawie traumatycznym i chcąc nie chcąc ślady na psychice pozostawia (u jednych wychodzą ona na wierzch w taki sposób, u innych w inny:)).
...tylko przed parkiem było jakieś wcześniej...bo była imprezka niespodzianka(bez nagiego klauna...no ale przynajmniej sie starałam:P)i "miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam,ale przede wszystkim..." było sto lat sto lat...i to chyba z 5 razy. No i (wrrrrrau!!!)"Łza dla cieniów minionych":)))(dziekujemy panu wyglądającemu jak JEZUS za pitążka w szafie grającej:*)
...och no i gdyby nie ja to te dzieci by się legalnie i normalnie pozabijały...bo wszystkim tylko jedno w głowie...jakieś stukanie i popychanie i posuwanie...no niepoważni ci ludzie...niepoważni!rebele by tylko robiły...(tak...o was mówię:P)

PS:Seba...obiecuję...już cię nie będe wiecej kopać...ale mniej tez nie:P
PS2:...a Groszek to skurwiel...:P
PS3:...za ATH...pod ATH...
PS4:...kolejna noc z moimi bejbe...:P
PS5:...jak o czymś zapomniałam...a to mozliwe jest...to dopiszcie w komentarzach...
PS6:...no to juz...koniec...
PS7:...dzieki za wszystko...za pomoc(wiem-to ja zawaliłam i zepsułam własny idealny plan), za to że byliście i za to, że tort was "smakował"...:P(serio go sama upiekłam...)

:*
I co ty na to?: (7)


Link :: 29.10.2005 :: 15:10
...and so it is just like you said it would be
life goes easy on me most of the time
...and so it is the shorter story
no love no glory...no hero in her sky

I can't take my eyes off you...

...did I say that I love you
...did I say that I want you

I can't take my mind off you...
I co ty na to?: (4)


Link :: 30.10.2005 :: 21:15
Notka wspólna-moja i mojej Olusi...
Rozmyślania nad sensem świata:)

Świat jest mały, a zaskakuje nas każdego dnia...i to każdego coraz mocniej. Bo często to co wydaje się być jasne, oczywiste takim nie jest. Ludzie, których(chociażby z teorii)znamy dobrze okazują się być nam obcy, nieobliczalni...My oczywiście rozumiemy, że ludzie mają prawo się zmieniać, że to wpływ innego towarzystwa, otoczenia, szkoły, myślenia...etc etc, ale żeby zmiany były aż tak duże??To chyba raczej nie jest możliwe...:)
No bo niby jakim (kurwa) cudem,jak?czemu?po co?po kiego(kurwa)chuja?:(Nie żebyśmy były zazdrosne czy coś takiego...skąd!I nie żeby nami to trzepło...to nas tylko z krzeseł zrzuciło...no i szczęki opadły i nie możemy ich podnieśc(pomimo mijającej 24godz)...Ale bo przecież...to jest(kurwa) niemożliwe...
Po pierwsze...nic na takowy obrót spraw nie wskazywało( i wskazywać niemogło:O)...a nawet przeciwnie:oni by się przy najbliższej okazji pozabijali gołymi rękami(i to nie tylko nasze wrażenie-to WSZYSCY widzieli, a kto nie widział ten ślepy, albo półgłupi...albo to i to).
Po drugie: ok...może i miłość jest ślepa, ale żeby aż tak?...i ok-kto się czubi ten się lubi, ale (kurwa) jak? To lekka przesada...Spora przesada...:(
Po trzecie: Jakoś tak nam się w to wierzyć nie chce(błogosławieni ci co nie widzieli, a uwierzyli...), ale oprowokację nikogo posądzac nie chcemy...Z tym że, jeśli to rzeczywiscie jest prowokacja(chociażby jednej ze stron...) to brawo za aktorstwo i pomysłowość...ale sorry nie mamy o czym gadać...
Po czwarte: O tym się mówi wcześniej, a nie stawia przed faktem dokonanym i szokuje...:/
Po piąte...z czystej troski...mamy nadzieje, że żadna ze stron nie igra z uczuciami drugiego...I że to nie jest tylko opcja "pobawić się i zostawić" lub też wersja gorsza:hollywoodzki zakład...

Tak czy siak...cała ta sytuacja pozostawiła na nas(i chyba nie tylko) niezatarte wrażenie...To się im udało..."nie ważne co byleby gadali"-BRAWO!Tylko co dalej?

Osobiście życzymy szczęścia-jeśli o tym w tej sytuacji można mówić:/

Powodzenia na dalszej drodze życia...jeżeli taka jest!



I co ty na to?: (4)